FANDOM


7011691-space-sparkling-stars.jpg
„Spokojna przestrzeń, pełen bak, w dłoni butelka z najlepszą whiskey w tym sektorze i wypełnione wszystkie kontrakty. Czy może być coś piękniejszego?” ‒ pomyślała ciemnoskóra kapitan, pociągając solidny łyk prosto z butelki.

Choć tego nie wspominała, na początku jej kariery przemytnika służyło jej dwóch mężczyzn. Obaj ponurzy, wiecznie niezadowoleni. Raziło ich wszystko w jej zachowaniu. Swoboda wypowiedzi, nazbyt często ostry język i ogólny brak poszanowania wszelkich zasad honoru i bezpieczeństwa. Nie byli w stanie zrozumieć, że dla Glodwyn liczył się przede wszystkim efekt. No i styl. I dobry wygląd. Choć łączył się trochę ze stylem. W każdym razie te trzy rzeczy. W tej czy innej kolejności. Pierwszy został grzecznie poproszony, by swoje komentarze odnośnie jej stylu picia whisky pozostawił dla siebie, tak długo, jak nie zacznie sam zarabiać na własną. To była ich ostatnia rozmowa. Kobieta nie pamiętała jego imienia, ale doskonale zapamiętała gdzie i w jakim barze wydał wszystkie zarobione pieniądze na jakiś karabin. Chciał zostać najemnikiem czy coś. Drugi odszedł w podobnych okolicznościach z podobnymi zamiarami.

‒ Taki typ ludzi ‒ westchnęła wtedy do siebie, nie odczuwając ani odrobiny żalu.

Zimnokrwiści nadawali się tylko na najemników lub na garnuszek armii jednego z imperiów. Ludzie, gdy tylko odkryli, że można jednak przekraczać prędkość światła, postanowili czym prędzej opuścić zrujnowaną Ziemię. Niecały tysiąc lat po tych wydarzeniach galaktyka wciąż miała mnóstwo wolnego miejsca, ale bilionowa populacja ludzi i tak została sztucznie lub naturalnie podzielona. Kultura, język, religia lub pieniądz wytyczył nowe granice w kosmicznej przestrzeni, którą Goldwyn z premedytacją naruszała, znajdując odpowiednim ludziom to, czego szukali w innym świecie, jeśli byli za to należycie zapłacić.

‒ Pani kapitan ‒ odezwał się jej zastępca Sorley.

Miał nienaganne maniery, zawsze czysty strój, nieodbezpieczona broń i trzeźwą głowę. Nie przepadał za resztą załogi i w ogóle tu nie pasował, ale w jednej chwili potrafił pogonić ludzi do roboty, a jego wiedza techniczna i znajomość języków sprawiały, że stawał się nieoceniony praktycznie na każdej wyprawie.

‒ Z przykrością zawiadamiam, że co poniektórzy z załogi postanowili... naruszyć nasz żywy towar.

Kobieta pomyślała przez chwilę, że trafi ją szlag. Siłą woli lub zdrowym rozsądkiem powstrzymała się przed trzaśnięciem butelką o podłogę i zerwała się z fotela. Spojrzała na Sorleya. Ten wyprostował się i stuknął obcasami o siebie. „Nigdy mu się nie znudzi” ‒ stwierdziła w myślach Goldwyn, mijając go w przejściu.

Przeszła niedługi korytarz, prowadzący na mostek i już po chwili znalazła się w szerokim, ale niskim pomieszczeniu, służącym załodze za rodzaj salonu. Na jej widok dwóch mężczyzn Mian i Finn, przestali się śmiać, a siedząca na kolanach Finna Kerra, szybko odłożyła trzymaną butelkę. Gdy kapitan szła z tak wściekłą miną, wiadome było, że nie należy jej prowokować, ani w jakikolwiek sposób wchodzić w paradę. Minęła okrągły stolik i siedzących na kanapie. Skierowała się w stronę przejścia do ładowni, by jednym szarpnięciem za klamkę, otworzyć drzwi na oścież.

‒ O. Pani... kapitan ‒ zwrócił się do niej, kompletnie zaskoczony Brian.

W ręku trzymał otwartą butelkę jakiegoś podłego piwa, którego załoga Goldwyn nabywała w hurtowych ilościach. Mężczyzna siedział na skrzynce, naprzeciwko Hagana, który nie zauważył przybycia przełożonej. Żywo gadał coś do przywiązanej do ściany kobiety, nachylając się nad nią i co jakiś czas przystawiając do jej ust trzymaną butelkę. Po krótkiej chwili Brian szturchnął kolegę, który obrócił się wzburzony, a gdy jego wzrok odnalazł Goldwyn, zerwał się z siedziska tak gwałtownie, że uderzył się głową o wystającą rurę.

‒ Co... ‒ zaczęła wzburzona kobieta, odkrywając, że nie daje rady znaleźć odpowiednich słów. ‒ Sorley, Kerra, Finn i Mian! Wszyscy do cholery do mnie!

Gdy zawołani zjawili się w ładowni, tworząc mały półokrąg dookoła siedzącego Briana i rozcierającego guza Hagana, Goldwyn uniosła do góry palec ale szybko go opuściła.

‒ Czy... wam... zupełnie odwaliło!? ‒ Ostatnie słowa wykrzyknęła tak głośno, że Kerra przytkała uszy, a reszta załogi poza Sorleyem, który stał spokojnie, zacisnęła zęby. ‒ Mam gdzieś co i gdzie pijecie. Mogą to być wasze szczyny z kibla! Nie obchodzi mnie to! Dlaczego Finn?

‒ Bo liczy się tylko wykonane zadanie, pani Goldy ‒ odparł swobodnie, jak dobry uczeń Finn.

‒ Ale myśmy chcieli tylko poczęstować tę bidulkę, co to sama siedzi o suchym... ‒ zaczął się tłumaczyć Brian.

‒ Wpadło wam cioły do głowy co się stanie, jeśli poczęstujecie nasz ładunek swoim cholernym piwskiem?

Brian zrobił taką minę, jak gdyby właśnie został spytany o bezpośredni wpływ otwartego okna na areodynamikę autobusu. Hagan przeciwnie. Zaczął szukać wzrokiem pomocy wśród zgromadzonych, omijając starannie wzrok kapitan i Sorleya.

‒ Przewożone przez nas osoby są usypiane złożonym roztworem na bazie cukru ‒ zaczął wyjaśniać chłodnym tonem Sorley. ‒ Nie są świadome, ale reagują na proste polecenia. Mogą siadać, spacerować, lub czekać na ustalony sygnał. Problem zaczyna się podczas spożywania posiłków. Woda skraca czas działania roztworu. Jedzenie nie jest trawione. Torsje mogą zaburzyć cykl snu, ale najgorzej jest z alkoholem.

‒ A... pamiętam! ‒ włączył się Miam. ‒ Może się nie obudzić...

‒ Lub umrzeć ‒ dokończyła Goldwyn, a Hagan po cichu odłożył butelkę. ‒ Posłuchalibyście czasem o czym mówi Sorley. Nie zaszkodziłoby wam.

Mężczyźni podnieśli się z miejsc i wolno udali się w stronę wyjścia. Za nimi wyszli Miam, Finn i Sorley. Kerra w ostatniej chwili zatrzymała wychodzącą kapitan.

‒ Naprawdę mogła umrzeć? ‒ spytała, wskazując na związaną kobietę.

Miała otwarte oczy i bezwolnie błądziła nimi po ścianach z wolna mrugając co jakiś czas. Wydawała się całkiem ładna, a ubrana była w lekko zabrudzony i podarty przy krawędziach prosty biały strój. Jasne włosy znajdowały się w drobnym nieładzie, ale poza tym wyglądała całkiem zwyczajnie.



‒ Naprawdę ‒ odparła Goldwyn. ‒ Powiedz reszcie, by pozabierali stąd co do nich. Za godzinę zamykam ładownię. Nikt nie będzie już naszej księżniczce przeszkadzał spać.

Następna część

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki