FANDOM


7011691-space-sparkling-stars

Gdy tylko ciemnoskóra kapitan wyszła na korytarz, zwróciła się do Sorley’a.

‒ Właściwie, to dlaczego sam nie mogłeś tego załatwić? ‒ spytała go.

‒ Starałem się ‒ przyznał. ‒ Niestety nie mam takiego posłuchu, co pani, pani kapitan. Wiem, że zwrócenie się bezpośrednio do pani mogło się wydać nieco infantylne...

‒ Mów po ludzku ‒ upomniała go kobieta, a Sorley zacisnął wargi.

‒ Dziecinne.

‒ Dobrze zrobiłeś ‒ zapewniła go. ‒ Za parę dni dostaniemy propozycję od jej męża i dowiemy się ile ocaliłeś naszych pieniędzy.

‒ Nie chcę podkopywać wartości pani załogi ‒ zapewnił mężczyzna, ale Goldwyn nie chciała kontynuować już tej rozmowy.

‒ Wiem, wiem... wiesz co ci teraz powiem? Idź i...

‒ ... zabaw się ‒ dokończył Sorley, przewracając oczami.

‒ Dokładnie ‒ powiedziała kobieta, uśmiechając się. W takich chwilach Sorley faktycznie przypominał dla niej dziecko. ‒ Idź. Kerra powiedziała mi, że podoba jej się twój tatuaż na ramieniu.

‒ Nie mam żadnego tatuażu ‒ zaprzeczył.

‒ Masz. Idź ‒ powiedziała, popychając go w stronę drzwi prowadzących do salonu.

Z każdym z załogi miała tyle samo problemów, co zabawy. Hagan, Miam i Finn byli rozbrajająco głupi i ciągle trzeba było ich pilnować, by nie zrobili sobie lub komuś czegoś złego. Problem z Sorleyem polegał na tym, że był z kolei zbyt inteligentny. Nie radził sobie z tym i nikt nie wiedział jak mu pomóc.

‒ Na genialność, tak jak na głupotę nie ma lekarstwa ‒ przyznała pod nosem Goldwyn, siadając z powrotem na krześle.

Nie miała już jednak tak dobrego nastroju co wcześniej. Wciąż była wzburzona po niedawnym zajściu, a w dodatku z wnętrza statku niosły się na nowo głośne śmiechy, które wcale nie pomagały jej się rozluźnić. Była zwyczajnie zmęczona. Wyciągnęła przed siebie nogi, opierając je na desce rozdzielczej i założyła na piersiach ręce. Popatrzyła przez chwilę na gwiazdy i nawet nie zauważyła, kiedy zasnęła.

Obudziła się z okropnym bólem pleców. Nogi zupełnie jej zdrętwiały w czasie snu, tak, że nie była w stanie nimi poruszać. Wściekła na siebie za poprzedni wieczór zsunęła nogi na podłogę i spróbowała je rozmasować, by przywrócić krążenie krwi. Niestety jej próby na niewiele się zdały. Opuściła mostek, idąc krzywo i nie wiedząc na jaką nogę powinna kuleć. Jej załoga już spała. Sorley o dziwo siedział w salonie. Zwinął się w kącie otulony w koc, a pod głowę wsunął sobie poduszkę zabraną z kanapy. Miam i Finn siedzieli oparci głowami o siebie, podczas gdy Kerra zsunęła się jakiś czas temu na podłogę. Hagan już wcześniej wrócił odprowadzony przez Briana do swojego pokoju, podczas, gdy sam ułożył się koło Sorleya podbierając mu fragment koca.

Goldwyn uśmiechnęła się na widok opartych o siebie mężczyzn, ale nagle usłyszała niepokojący, stłumiony okrzyk. Początkowo była pewna, że to komuś z jej podwładnych śni się jakiś koszar, ale dźwięk wyraźnie pochodził z innego pokoju. Skierowała się zatem w stronę pokoju Hagana, jednak hałas powtórzył się. Jednoznacznie pochodził z ładowni. Kobieta ruszyła tam szybkim krokiem, przypominając sobie, że przecież miała ją zamknąć przed zaśnięciem. Otworzyła drzwi, pewna, że zastanie Hagana, który usilnie będzie chciał przekonać przewożoną dziewczynę do wspólnego picia. Zapaliła światło i ujrzała śmiertelnie przerażoną, związaną kobietę.

Oczy miała wytrzeszczone w wyrazie niewypowiedzianego lęku. Rozwarte szeroko usta panicznie łapały oddech, jak gdyby brakowało w powietrzu tlenu. Napięte ręce zdawały się próbować zerwać linę, a paznokcie wbijały się w dłonie, raniąc do krwi. To widząc, Goldwyn przestraszyła się w podobnym stopniu. Ignorując ból nóg, pobiegła do salonu. W pędzie minęła kanapę i przysiadła przed Sorleyem, potrząsając nim niespokojnie.

‒ Sorley, obudź się. Dzieje się coś niedobrego ‒ mówiła roztrzęsiona.

Mężczyzna przebudził się gwałtownie. Nieświadom bliskiej obecności Briana uderzył go niechcący w nos, ale nim zdążył przeprosić, Goldwyn już zabrała go do ładowni.

‒ Co się dzieje? ‒ spytała go dalece zaniepokojona.

‒ Nie wiem ‒ przyznał osłupiony. ‒ Daliście jej coś? ‒ spytał trzymającego się za nos Briana, który właśnie przyszedł sprawdzić co się dzieje.

‒ Skąd... nic. Naprawdę ‒ zapewnił. ‒ Co się dzieje? ‒ powtórzył pytanie kapitan.

‒ Właśnie próbujemy to ustalić. To może być efekt tego środka?

‒ Nie ‒ stwierdził Sorley. ‒ Nie. To tak nie działa. Poddany temu środkowi nie śni.

‒ Coś się stało? ‒ rozległo się pytanie obudzonej Kerry.

‒ Nie wiemy ‒ powiedziała Goldwyn, odwracając się w stronę dziewczyny, która jednak zdołała zobaczyć w jakim stanie znajduje się związana.

‒ O to całe zamieszanie? ‒ spytała, nie rozumiejąc.

‒ W sumie to fakt... ‒ zauważył Brian, puszczając swój nos. ‒ Najwyżej nie dostaniemy za nią kasy, co?

‒ Tym razem to nie takie proste ‒ zaczął Sorley.

‒ Jak to? ‒ spytała Kerra.

‒ Obawy pani kapitan mogą być uzasadnione, bo to nie może być efekt mojego roztworu. Był testowany na tysiącach ludzi jeszcze zanim się urodziłem. Zapewniam was, że...

‒ Do rzeczy Sorley ‒ napomniała go Goldwyn.

‒ Albo zachorowała przed podaniem środka i wtedy sami możemy zachorować, albo na statku, a wtedy, cokolwiek powoduje chorobę, jest w naszych krwioobiegach.

‒ Umrzemy? ‒ spytała przerażona Kerra, zasłaniając usta.

‒ Nie wiem, dopóki nie ustalę co to jest ‒ stwierdził Sorley.

‒ Powiedzieć reszcie? ‒ spytał Brian.

‒ I tak się dowiedzą ‒ odparła ponuro Goldwyn, spoglądając w stronę pozostałych członków załogi. ‒ Ile czasu będziesz potrzebował, żeby ustalić co to za ścierwo? ‒ spytała Sorleya.

‒ To zależy od bardzo wielu rzeczy ‒ stwierdził mężczyzna. ‒ Dzień, a może tydzień.

‒ Do tego czasu możemy być martwi ‒ zauważył Brian.

Kerra oparła się plecami o ścianę i zsunęła się po niej na podłogę.

‒ Nic na to nie poradzimy ‒ zauważyła kapitan. ‒ Pomóż Sorleyowi, jak tylko będziesz w stanie. Powiedz to też reszcie, gdy się obudzą.

‒ Raczej nie będzie trzeba ‒ zapewnił Sorley, ale Goldwyn szybko go uciszyła.

‒ Nie wolno wam mu przeszkadzać, jasne? A teraz wracajcie do siebie. Może to tylko niegroźna choroba płuc, czy czegoś innego, prawda Sorley?

Tak bardzo chciała, by spojrzał na nią i choćby kiwnął głową. Zamiast tego zobaczyła oczy pełne bezradności i przerażenia.

Następna część
Poprzednia część

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki