FANDOM


Female sith

W barze „Pędzący Womp” było wyjątkowo spokojnie. Poza potężnym barmanem, sprzątającym talerze, było tylko kilku klientów. Bufet znajdował się na ostatnim piętrze potężnego wieżowca na Nar Shadaa i był często, wręcz obowiązkowo odwiedzany przez wszelkich interesantów Hutta Bogho. Mechanicy z Gentes, kupcy z Duro, łowcy i najemnicy z całej galaktyki. Bogho płacił każdemu, kto dobrze wykonywał swoje zadanie. Obojętnie, czy chodziło o załatwienie interesu na czarnym rynku Republiki, Imperium, najęcie przedsiębiorstwa, czy zadbanie, by niepożądane osoby dyskretnie znikły, pozostawiając wszystkie swoje rzeczy na miejscu w domach.

Siedzący na stołku przed ladą Keth Govan był jednym z przemytników Bogho i stałym klientem „Pędzącego Wompa”. Był średniego wzrostu mężczyzną o dumnym, niezależnym spojrzeniu właściciela statku. Lubił przychodzić do baru w towarzystwie różnych kobiet, by potem zabrać je na pokład „Słonecznej Burzy” – swojego okrętu. Rathar, stary Yuzzem obserwował go zza lady. Gdyby się wyprostował, czołem dotykałby sufitu, ale wiek nie służył dumnej postawie jego rasy. Spod gęstych pasm futra duże, ciemne oczy obserwowały z uwagą mężczyznę, który z nudów zaczął bawić się parasolką w szklance.

‒ Stało się coś, Keth? ‒ spytał swym mocnym i głębokim głosem.

‒ Sam nie wiem ‒ przyznał. ‒ Interesy idą dobrze. Wymieniłem wreszcie ten cholerny zawór w zapadni chłodnicy i Burza działa jak nigdy, a jednak...

‒ Kobieta? ‒ spytał Rathar, odgadując przyczynę zmartwień, a mężczyzna spojrzał z uwagą na barmana.

‒ Tak... kobieta. Cholerna zdzira ‒ dodał przez zaciśnięte zęby, odwracając wzrok i dopijając zamówionego drinka. ‒ Co ja robię nie tak, że każda... no wiesz... odchodzi?

Rathar bez słowa napełnił opróżnioną szklankę ciemnozielonym napojem, uśmiechając się ze współczuciem.

‒ Nie ma co się załamywać. Komu jak komu, ale nie przypuszczałem, że będę to musiał mówić tobie. Wydawałeś się wyjątkowo dobrze obeznany w tych sprawach.

‒ Dzięki ‒ odparł, choć w jego głosie wcale nie słychać było wdzięczności.

Spojrzał na napełnioną szklankę, po czym opróżnił ją jednym haustem.

‒ Też tak myślałem.

‒ Nie ma co się zamartwiać ‒ powtórzył Yuzzem. ‒ Jeśli stale będziesz o tym myślał, to nigdy ci nie przejdzie. Prędzej, czy później jakaś się zjawi ‒ zapewnił, nalewając kolejną szklankę.

‒ Nie chcę już „jakiejś”. Na tym polega problem ‒ zauważył Keth i nim zdążył sięgnąć po świeżo napełnioną szklankę, drzwi windy otworzyły się.

Najpierw wyszło z niej dwóch mężczyzn. Byli ubrani w pomarańczowo czarne stroje gwardii Bogho. Za nimi pojawiła się wysoka kobieta, o czarnych włosach spiętych w dwa modne kuce z tyłu głowy. Przy lewym oku miała wykonany tatuaż o bojowym kształcie i wykończeniu. Czarna peleryna ze ściągniętym kapturem odsłaniała smukłą i jędrną sylwetkę, która w asyście kolejnych dwóch mężczyzn opuściła windę. Odwrócony w jej stronę Keth uśmiechnął się zalotnie, gdy tylko dostrzegł, że zerknęła w jego stronę. W odpowiedzi otrzymał tylko groźne spojrzenie, a kobieta po chwili znikła za drzwiami kancelarii Bogho.

‒ Źle dziś wyglądam? ‒ spytał zaniepokojony Keth, odwracając się w stronę barmana.

‒ Nie gorzej niż zwykle ‒ odarł zgodnie z prawdą Rathar.

‒ Kto to był w takim razie?

‒ Jeśli chcesz wiedzieć po co tu przyleciała, to tak jak zwykle w tych sprawach nie mam bladego pojęcia. Na pewno nie jest to kobieta do towarzystwa jakiego szukasz.

‒ Pieprzona damulka ‒ warknął ze złością i opróżnił kolejną szklankę zielonego napoju.

Gdy Rathar nie napełnił jej po raz czwarty, łypnął na niego z wyrzutem. Stary Yuzzem nie spojrzał nawet w jego stronę. Bez słowa zaczął czyścić blat wielką szmatką.

Mijały godziny. Wkrótce bar opuściły kolejne osoby, aż Keth został sam z barmanem. Gdy Rathar zaczął gasić światła, drzwi do pokoju kancelarii otworzyły się. Wypadła z niej wściekła kobieta w czarnej pelerynie. Szybkim krokiem szła prosto do windy, ale nikt jej już nie towarzyszył. Keth zerwał się ze stołka i pobiegł w jej stronę. Rathar z przerażeniem zobaczył, jak wpada za kobietą do windy tuż przed zamknięciem się drzwi.

‒ Keth ty łysa stopo Bantha ‒ jęknął. ‒ Jesteś kompletnie pijany.

Co prawda mężczyzna wielokrotnie szczycił się tym, że mógł wypić dowolną ilość alkoholu i wciąż zachowywać względny rozsądek i przytomność umysłu. Jednak wskoczenie do windy za wściekłą Sithką niedługo uznał za mało roztropne.

‒ Cześć maleńka ‒ zwrócił się do kompletnie zaskoczonej kobiety.

Odwracając się w jego stronę ujrzała, jak za mężczyzną zamykają się drzwi. Szybko nacisnęła przycisk odpowiadający za ich otwarcie, ale kabina ruszyła już na dół.

‒ Nie przejmuj się piętrami ‒ powiedział, robiąc krok w stronę kobiety.

Pachniała jakimiś ciężkimi i wyjątkowo upajającymi perfumami. Patrzyła na niego swoimi żółto ciemnymi oczami, które równie dobrze mogły wyrażać zaskoczenie, co strach lub oburzenie.

‒ Ten budynek ma ich trzysta, ale ta winda łączy tylko dolne lądowisko z kancelarią i barem ‒ dodał, robiąc kolejny krok, a czubkiem nosa niemal dotknął policzka kobiety. ‒ Kamerami też się nie przejmuj. Nie działają odkąd je zainstalowali.

Kobieta wykonała nagły gest, sięgając do lewego biodra, ale Keth był szybszy. Złapał ją prawą ręką za nadgarstek, a w lewej trzymał już swój blaster i delikatnie przyłożył go kobiecie pod szyję.

‒ A-a. Nie ze mną takie numery ‒ powiedział z zadowoleniem, obserwując rozsierdzoną jego zachowaniem kobietę.

Takie poczucie kontroli sprawiło, że posunął się o jeden krok za daleko.

‒ Powiedz mi. Wolisz zacząć od góry, czy od dołu? ‒ spytał napierając na nią biodrami i przesuwając lufę blastera w dół w stronę piersi.

Wtem poczuł w kroczu nieprzyjemny ucisk. Zupełnie tak, jak gdyby ktoś lub coś złapało go za jaja i zaczęło je ściskać. Rozwarł szeroko oczy i zacisnął zęby. Przez chwilę starał się zignorować ból, choć wiedział, że nie da rady długo tak wytrzymać. Ból stawał się coraz mocniejszy, aż stał się nie do zniesienia. Upadł na plecy i przetoczył się na bok. Zawył z bólu. Bolało, jakby gdyby ktoś właśnie przypalał mu krocze żywym ogniem, albo gorzej. Z głośnym sykiem wypuścił powietrze. Jego dłonie bezradnie starały się osłonić przyrodzenie. Zdawało mu się, że jego jądra pękną, a jemu przyjdzie żyć z tym bólem do śmierci. Gdy zaczął krzyczeć oparty twarzą o podłogę, odezwała się kobieta.

‒ Może teraz zastanowisz się, co zrobiłeś nie tak? ‒ spytała z perfidnym spokojem i wyczuwalną satysfakcją. ‒ Mamy dużo czasu. Sam zauważyłeś, że winda jedzie tu długo ‒ powiedziała, przewracając go nogą na plecy.

Keth nie odpowiedział. Dyszał ciężko i patrzył ze złością na kobietę, która dumnie i wyniośle spoglądała na niego, opierając but na jego rytmicznie unoszącej się piersi.

‒ Może warto byłoby teraz przeprosić?

‒ Przepraszam! ‒ wycedził przez zęby, patrząc już błagalnie na kobietę.

‒ Jeszcze raz ‒ nakazała, lekko się uśmiechając.

‒ Przepraszam! Bardzo!

‒ Niech ci będzie ‒ odparła w końcu chłodno i  jakby od niechcenia.

Zdjęła z niego swoją stopę i nagle cały ból ustąpił, jak gdyby był tylko iluzją. Keth chciał wstać, ale wyczerpany zachwiał się na nogach i osunął się na podłogę. Oparł się plecami o ścianę windy i głęboko oddychał. Nie miał odwagi choćby dotknąć upuszczonej obok broni.

‒ Od teraz należysz do mnie. Zrobisz wszystko co ci powiem, bez pytania, ani bez jednego słowa, jasne?

‒ Tak ‒ odpowiedział szybko, choć słabo, przymykając oczy.

‒ Wstań ‒ powiedziała dobitnie, a Keth z dużym wysiłkiem zaczął się podnosić na nogi i przytrzymując się ściany, stanął prosto przed swoją nową panią.

‒ Masz statek?

‒ Mam ‒ odpowiedział ponuro.

‒ Doskonale. Zaprowadzisz mnie do niego.

Minęła chwila, po czym kobieta dodała:

‒ Zwracaj się do mnie „moja pani” i tylko wtedy, gdy na to pozwolę. Jasne? ‒ Keth pokiwał głową.

Już po kilku minutach drzwi kabiny otworzyły się. Przed nimi znajdował się długi i pusty korytarz. Pojedyncze lampy dawały niewiele światła, a jego koniec zdawał się być zupełnie pogrążony w mroku. Gdy kobieta nakazała mu gestem, Keth sięgnął po swój blaster i schował go do kieszeni przy pasku. Wyszedł pierwszy lekko chwiejnym krokiem. W ciszy mijali metalowe pilastry, pomiędzy którymi znajdowały się szerokie, pozamykane przejścia. W końcu mężczyzna zatrzymał się przed jednym z nich. Przez chwilę wydawało się, że czegoś szuka w kieszeni. Nagle sięgnął po blaster i obrócił się w stronę kobiety. Błyskawicznie wypalił trzy razy, mierząc w głowę.

Stojąca za nim kobieta błyskawicznie dobyła świetlistej broni o czerwonej barwie. Z śmiertelnie poważną miną odbiła wszystkie energetyczne pociski Ketha, jak gdyby miała do czynienia z natrętnymi muchami. Widząc to, pełen niedowierzania mężczyzna bezwolnie opadł na kolana. Śmiertelnie przerażony odrzucił od siebie broń i uniósł obie ręce do góry.

‒ Nie! Nie. Przepraszam! Naprawdę! Nie chcę... ‒ błagał przez zaciskające się gardło.

Padł na ziemię, czując jak całe jego ciało zaczyna drżeć ze strachu. Przed nikim jeszcze tak się nie upodlił, ale żadna sytuacja nie wzbudziła w nim tyle strachu co ta kobieta. Tymczasem ta wykonała krok w jego stronę. Schowała broń, która zgasła z cichym sykiem. Przyklękła tuż przed nim i ujęła go za brodę. Mężczyzna po chwili zdobył się na to, by otworzyć oczy. Patrzyła na niego zaintrygowanym i trochę rozbawionym spojrzeniem.

‒ Odważny, a czasem rozsądny... i tak przepełniony strachem ‒ mówiła, nieruchomo patrząc mu w oczy.

Keth przełknął cicho ślinę. Była piękna, groźna i emanowała jakąś niewypowiedzianą siłą. Przez chwilę wydawało mu się, że musnęła wargi koniuszkiem języka, ale był zbyt przerażony, by móc skupić się na takim szczególe. Nie wiedział, dlaczego kobieta nie postanowiła go ukarać, tak jak ostatnim razem, ale bał się, że dopiero to nastąpi. Wciąż trzymał uniesione do góry dłonie, aż kobieta puściła go i gestem nakazała otwarcie przejścia. Mężczyzna natychmiast się podniósł. Wpisał kod na panelu przy ścianie, a stalowe wrota z głośnym skrzypieniem powoli uniosły się do góry.

Nawet go nie spytała, czy nie będzie próbował uciekać. Widać nie było takiej potrzeby. Keth również to czuł. Kobieta minęła go w ciszy i skierowała się w stronę wejścia. Jej czarny płaszcz płynął za nią w powietrzu niczym skrzydła jakiegoś drapieżnego ptaka. Szła, jak gdyby statek należał do niej, ale Keth nawet nie odważył się pomyśleć, by jakkolwiek zareagować. Ruszył tylko w ślad za niezwykłą panią, po cichu licząc, że nie zostawi go tu samego, albo nie odstawi na jakiejś bezludnej planecie.

Otworzyły się drzwi, choć żadne z nich nie nacisnęło służącego do ich otwierania przycisku. Nie zaskoczyło to już mężczyznę po tym, czego przed chwilą doświadczył. Gdy weszli do pierwszego pomieszczenia, gdzie wciąż leżały pakunki, których Keth nie zdążył wyładować, a za zawartość których Bogho zobowiązał się dobrze zapłacić, kobieta nagle się odezwała.

‒ Jestem zmęczona po dzisiejszym dniu. Gdzie jest twoja sypialnia?

‒ Prosto i w lewo. Jest tuż przy kabinie pilota...

‒ Dobrze. Teraz jest moja ‒ odpowiedziała, nim zdążył dokończyć.

‒ Czy mogę spytać...

‒ Na pewno znajdziesz sobie jakieś miejsce ‒ odparła, kierując się w stronę swojej nowej sypialni.

‒ Ja raczej chciałem wiedzieć... co zamierza... pani później ze mną zrobić? ‒ spytał, ale ostatnie słowa nie dotarły do kobiety, bo znikła już z pola widzenia.

Następny odcinek

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki